O zakazie handlu w niedzielę

Nie mam problemu z tym, że nie zrobię zakupów niedzielę. Do sklepu w tym dniu najczęściej wybierałam się, gdy mi czegoś zabrakło do obiadu, incydentalnie. Nie wybierałam się na wycieczki do centrów handlowych, więc jakoś mi tego nie brakuje.

Mam jednak zastrzeżenia, czy to uczciwa konkurencja, że jedne sklepy nie mogą być otwarte, a inne tak. Skłoniła mnie do napisania tego tekstu wycieczka rowerowa, na którą wybrałam się z rodziną w pewną niedzielę. Przejeżdżaliśmy przez Dąbrówkę, gdzie czynny był jeden sklep (pewnie za kasą stał właściciel) i stacja benzynowa. A pod nimi ruch jak w ulu. Na stacji benzynowej można już kupić nie tylko paliwo, chrupki, alkohol i papierosy. Od zmiany przepisów można kupić i chleb, żółty ser, wędlinę a nawet majonez. Nie jest może niczym strasznym rozszerzenie oferty, każdy przedsiębiorca wszak chce przyciągnąć klientów, ale uznaję to za wykorzystywanie sytuacji i objaw nieuczciwej konkurencji. Innym nie wolno handlować, a im tak.

Moim zdaniem, wszyscy powinni działać na takich samych zasadach. A pracownicy w tym „świętym” dla wielu dniu, jeśli już pracują powinni zarabiać więcej niż w tygodniu. Tymczasem jednym nie pozwolono pracować, a inni mają podwójnie dużo roboty (patrz ruch na stacji benzynowej w Dąbrówce).

Nie lubię, kiedy mi się coś narzuca, ale jeszcze bardziej nie lubię, kiedy ktoś pod przykrywką słusznych idei robi biznes.  

Czytałam ostatnio, że zakaz handlu w niedzielę pozytywnie wpłynął na polską gospodarkę. W marcu wydaliśmy na zakupy aż 8,8% więcej niż przed rokiem (w marcu była też Wielkanoc). Wzrósł także poziom sprzedaży przez internet.
Super, tylko, żeby jeszcze te zasady dla wszystkich były takie same.

Agnieszka Wilczyńska

O zakazie handlu w niedzielę
Kategoria: