Bielik nad Dopiewem

Jak co roku wraz z nadejściem zimy marzę o tym by spotkać bielika. Niby nic trudnego: wystarczy pojechać do Parku Narodowego Ujście Warty albo na Stawy Milickie. W tych miejscach nie ma siły
by podczas niedzielnego spaceru po ogólnodostępnych szlakach nie spotkać tych pięknych i majestatycznych ptaków. W Ujściu Warty mogą przelecieć nad głowami spracerowiczów. Za to na
Stawach Milickich siedzą po kilka, kilkanaście sztuk na wysepkach. Jedyny minus to zawsze odległość. No i nie chcą jeść z ręki :-) Bez lornetki ciężko im się przypatrzyć.
Moje marzenie o spotkaniu bielika wiąże się z tym, by zrobić mu zdjęcia. By tego dokonać odległość pomiędzy aparatem a obiektem mojego zainteresowania powinna oscylować w okolicach
20-30m. Mało tego, z racji, że fotografuję na terenie naszej gminy i w jej najbliższych okolicach to chcę by to bielik do mnie przyleciał. I tu zaczynają się schody. Przecież u nas, w gminie Dopiewo,
nie ma bielików!
Też tak kiedyś myślałem. Zasadniczo jest to prawda. Tak zurbanizowana gmina, na terenie której jest ledwie kilka jezior i parę skrawków lasów nie przyciąga największych skrzydlatych
drapieżców. Tak jest przez większą część roku, od wiosny do jesieni. Sytuacja zasadniczo się zmienia w okresie zimowym. Tak jak dobry karmnik przydomowy z dużą ilością stale
zaglądających gości ma swojego krogulca, tak dużym stadom gęsi towarzyszy bielik. Spełnia on rolę selekcjonera. Poluje na słabe i chore sztuki, którym nie udaje się uciec przez jego potężnymi
szponami. W okresie zimowym korzysta także z padliny. Okazuje się, że na terenie naszej gminy i gmin sąsiednich na co większych jeziorach nocuje duża liczba dzikich gęsi. Wcześnie rano zrywają się z noclegowisk z wielkim szumem i donośnym gęganiem, rozdzielają się w powietrzu na mniejsze grupki i lecą na żerowiska. Im więcej gęsi ty większa szansa na spotkanie bielika.
Wracając jednak do zdjęć. Przemierzając leśne ostępy i dzikie knieje niemal co roku w okresie zimowym widuję na terenie naszej gminy bielika. Kiedyś pojedyncze sztuki. W ostatnich dwóch
latach po 2-3 osobniki w różnym wieku. Zrobić im zdjęcie nie jest łatwo. Najłatwiej było by skorzystać z czapki niewidki… Nie mając jej pod ręką trzeba się niemało nagłowić i nachodzić.
Najpierw trzeba ustalić gdzie najczęściej się pojawiają, potem zbudować bardzo dobrze zamaskowane małe ukrycie. Dobrze by było, żeby bielik nie wiązał tego miejsca z częstą
obecnością człowieka. Gdy to nam się uda pozostaje już tylko zwabić go przed ukrycie i zrobić zdjęcia. Niby nic trudnego, ale to bardzo czujne i płochliwe ptaki. Gdy raz wyczuje, że coś mu nie
pasuje, gdy coś go spłoszy, zobaczy ruch obiektywu to może się już nigdy nie pojawić w tym miejscu. Przed wylądowaniem potrafi przez kilka dni z daleka obserwować dane miejsce, by mieć
pewność, że nic mu nie zagraża. Czasem siądzie niedaleko, wysoko na gałęzi, siedzi cały dzień i o zachodzie słońca odlatuje w siną dal.
Gdy już wszystko jest dopracowane potrzeba jeszcze najważniejszego czynnika w fotografii przyrodniczej, jakim jest szczęście. Bez niego większość zdjęć by nie powstała. W zeszłym roku
miałem świetną miejscówkę, bardzo dobre ukrycie, był bielik w okolicy, kilkanaście razy w ciągu zimy robiłem na niego zasiadki. Nie udało mi się zrobić mu zdjęcia. Ani razu nie zechciał
współpracować i wylądować przed ukryciem. W tym roku jednak szczęście mi dopisało i po kilku nieudanych całodniowych zasiadkach przyszła pora na fotograficzną passę. Przez dwie godziny
przed czatownią pojawiały się naprzemiennie trzy różne osobniki. Ech, co to były za emocje! Nie sposób opisać, za to mogę pokazać efekty.

Michał Bartkowiak

Autor, mieszkaniec Konarzewa, członek Związku Polskich Fotografów Przyrody, od grudnia 2015 roku prezentuje swoje zdjęcia przyrodnicze na Facebooku na profilu „Dzika Strona Gminy
Dopiewo”. Zawodowo zajmuje się pszczelarstwem, prowadzi stronę www.miodybartkowiaka.pl 

Bielik nad Dopiewem (M. Bartkowiak)
Kategoria: