Awantura o asfaltownię w Dąbrowie

4 września w Dąbrowie odbyło się zebranie wiejskie w sprawie planowanej budowy tymczasowej wytwórni mas bitumicznych w Dąbrowie. Konkluzja jest jedna. Mieszkańcy nie chcą inwestycji. I koniec kropka.

W spotkaniu uczestniczyło dobrze ponad 100 osób – głównie mieszkańców Dąbrowy. Był także Wójt Gminy Dopiewo, urzędowy prawnik, gminny planista, dwóch radnych z Dąbrowy oraz przedstawiciele firmy Dolata oraz Strabag.

Spotkanie transmitowaliśmy na żywo. Film do obejrzenia: https://youtu.be/PDONn2mPX_A

Dla mnie na spotkaniu powiedziano tylko jedna nową rzecz. Urząd Gminy zlecił niezależnej firmie eksperckiej Eko-Biznes Ada Kutyło-Bromka z Płocka sporządzenie raportu oceniającego wszystkie zagrożenia i ryzyka tej inwestycji. Gdy raport będzie gotowy, Urząd Gminy go opublikuje i ponownie spotka się z mieszkańcami.

Mieszkańcy na milion sposobów mówili NIE dla inwestycji i to niech będzie podsumowaniem merytorycznej części spotkania.

Moim zdaniem

Zaraz pewnie posypią się na mnie gromy, ale moim zdaniem, poziom dyskusji w naszej gminie wczoraj sięgnął dna. I to niestety za sprawą mieszkańców. Takiej agresji w naszej gminie nie widziałam dawno. Były przekleństwa, było wyrywanie sobie mikrofonu, nie szanowanie rozmówcy, przekrzykiwanie, przerywanie, przedrzeźnianie, nie pozwalanie dokończyć zdania, nie słuchanie odpowiedzi… Niestety to strona mieszkańców ciągle atakowała. Gdy mówili mieszkańcy krzyczano „cisza”. Gdy mówili urzędnicy – przerywano im bez przerwy nie pozwalając dokończyć wypowiedzi.

Nie powinnam się dziwić, temat jest bardzo emocjonujący, ludzie naelekryzowani, wzburzeni. Mają prawo czuć się zagrożeni. Ludzie w silnym wzburzeniu i w grupie zachowują się inaczej. Niemniej podczas wystąpień publicznych spodziewałabym się czegoś więcej niż krzyki jak spod budki z piwem. Rozumiem, że w Polsce teraz taka moda, że na każdego można napaść i obrazić bez konsekwencji. Przykład idzie wszak z samej góry, gdzie w Sejmie posłowie pokazują nam środkowy palec, czyli mówią, tylko po angielsku „spier…laj” i dzielą na lepszych i gorszych. Powiem szczerze, byłam wczoraj zażenowana poziomem dyskusji. Przepraszam, tam nie było dyskusji, tam był frontalny atak na Wójta. Nie jestem jego adwokatem i nie biorę w tym sporze jego strony. Z boku jednak to tak wyglądało. Winę za całe zło w Dąbrowie ponosi Wójt. Nie inwestor, który wybrał to miejsce. Nie osoba, która nam podrzuciła to zgniłe jajo, która tę firmę zaprosiła kilka lat temu do naszej gminy obiecując, że nie będzie problemu z inwestycją. Nie prawo, które każe każdą procedurę doprowadzić do końca. Wójt jest winien i już. I nie ważne co powie i zrobi - on jest tym złym. Fakt, to na nim spoczywa dziś cała odpowiedzialność. Nawet jeśli inwestycja nie powstanie i nawet jeśli Wójt podejmie decyzję po myśli mieszkańców, jeśli to będzie jego zasługa - na zawsze pozostanie kłamcą i wrogiem.

Spór dziś przypomina gaszenie ogromnego pożaru. Szkoda, że w stosunku do Dąbrowy nie podjęto działań jakie zastosowano w Dąbrówce. Może spór miałby dziś mniejszą temperaturę, a może wcale by go nie było.

Agnieszka Wilczyńska

Awantura o asfaltownię w Dąbrowie
Kategoria: 

Komentarze

Międzynarodowa komisja znalazla lokalizację dla Ammanna- maszyny, która asfaltuje, śpiewa, tańczy i gotuje. Tylko tereny przygraniczne byłej NRD spełniły łącznie 3 kryteria: 1. Dobry dojazd do A-2, 2. Napierała nie wyda tam decyzji środowiskowej, 3. Koledzy Strażyńskiego nie mają tam działek.

Gmina powinna wyznaczyc kuratora dla autora KIP. W Warszawie jakoś sobie radzili w podobnych sytuacjach.

Trzeba uzbroic się w cierpliwośc, bo wójt na razie nie dysponuje środkami technicznymi, jakie ma do dyspozycji organizator manewrów Zapad. Są możliwe różne koncepcje. Detektyw Rutkowski niech czeka w blokach na zlecenie z UG. Hit, pit zapłaci i będzie git. W grę wchodzi też jasnowidz Jackowski- na KIP pewnie są ślady zapachowe autora. Wójt może użyc też swego RH minusa do zadań specjalnych.Ten wariant zawiera w sobie wartośc dodaną. Im częściej na zewnątrz, tym mniejsze straty wewnątrz. Co prawda przysłowie mówi, że autor KIP nie zając, ale radzę poczekac z poszukiwaniami na sprzątnięcie kukurydzy z pól . Myślę, że nawet Przewodniczący zgodzi się ze stwierdzeniem, że urząd to nie piekarnia.