O modnym i wszechobecnym coachingu

Odkąd pamiętam szczyty rozmaitych list bestsellerów książkowych były i są miejscem często „okupowanym” przez poradniki. Zawsze miliony czytelników na świecie szukało rad, wskazówek, praktycznych przykładów – jak lepiej żyć, jak być szczęśliwym, jak być zdrowym, jak zarządzać swoim czasem, jak osiągnąć sukces. Szukało podpowiedzi oraz narzędzi i metod rozwoju, zarówno na polu zmagań osobistych jak i zawodowych. Szukało „nauczyciela”, który pomógłby zminimalizować krytyczne myślenie wobec siebie samego, pokonać słabości i wątpliwości, a w konsekwencji pokazał sposób na „wygraną w życiu”. Obecnie poszukiwaczom takich  rad jest chyba dużo łatwiej niż kiedyś. Mogą zamienić prywatny fotel i samotną refleksję nad lekturą –  na krzesło w gabinecie coacha.
Coaching od kilku lat rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie. Również w naszej okolicy. Powstają kolejne pracownie, a coachowie proponują coraz oryginalniejsze warsztaty.
Spróbujmy zatem dowiedzieć się czegoś więcej o tej stosunkowo młodej, ciekawej dziedzinie.

Magdalena Kubiak – Skrzypczak: Czy słusznie zakładam, że coaching zainteresuje przede wszystkim miłośników poradników? Dla kogo jest coaching?

Aleksandra Chmielnik-Rubczak: Dzisiejszy świat pełen jest poradników, to prawda. Jednak czy to oznacza, że wszyscy z nich korzystamy? Myślę, że nie. Tak samo jest z coachingiem.  Poradniki, pisma, periodyki, które dotyczą coachingu często wręcz szkodzą tej, jak wspomniałaś, ciekawej dziedzinie. Coaching może być interesujący dla pragnących się rozwijać, nastawionych na zmianę, dla tych, którzy dostrzegli problem i chcą go rozwiązać. Żeby zdać sobie sprawę z tego, że jest potrzebny, musisz uświadomić sobie, że coś sprawia Ci trudność; czujesz, że potrzebujesz wsparcia, motywacji do działania. Na coaching nie zdecyduje się ktoś, kto uważa, że wszystko jest w porządku, a winę za ewentualne niepowodzenia ponosi szef, mama… i cały wszechświat jest przeciwko takiej osobie.

 

A czym, tak naprawdę jest coaching, kim jest coach? Skąd wywodzą się te pojęcia?

Myślę, że aby przekonać się, czym tak naprawdę jest coaching, trzeba po prostu umówić się na sesję coachingową i zadecydować czy to dla nas.Pierwsza sesja, tzw. sesja zerowa jest bezpłatna u profesjonalnych coachów. A przynajmniej powinna być. Zanim więc zainwestujemy pieniądze można się przekonać, czy to dla nas. Sprawdzimy również, czy coach, do którego trafiliśmy, nam odpowiada. Bowiem coach też człowiek i – jak to w życiu bywa – z jednymi nam po drodze, z innymi niekoniecznie.

Chcąc poznać korzenie coachingu należałoby cofnąć się do V wieku p.n.e. Potem – wehikułem czasu – przybyć do naszej ery, podróżując przez Anglię, Francję, zahaczyć Węgry, a tam spotkać pewnego woźnicę. Droga jest długa – więc do rzeczy: w V w. p.n.e. ulicami Aten przechadzał się Sokrates i zupełnie tego nieświadom przeprowadzał coaching. Jak? O co chodzi? Sokrates bowiem miał zwyczaj zaczepiania przechodniów i wdawania się z nimi w dyskusje, które prowadził w bardzo przewrotny sposób: albo wykazując sprzeczności w myśleniu rozmówcy, albo prowadząc rozmowę tak, by to sam dyskutant dochodził do właściwych wniosków, poprzez uświadomienie sobie, że wie więcej, niż przypuszczał, że wie. Niestety idea tak prowadzonej rozmowy, przepadła na wieki, by w naszej erze, narodziło się angielskie słowo „coach”. Słowo to przywędrowało z francuskiego, w którym z kolei znalazło się za sprawą wspomnianego węgierskiego woźnicy, gdyż w XVI wieku w miasteczku Kocs na Węgrzech właśnie, skonstruowano pierwszą furę i niebawem „coachingiem” zaczęto nazywać pracę woźniców. Potem zaś – z trudnych do wyjaśnienia powodów – coachingiem nazwano również pracę nauczycieli przygotowujących młodzież do egzaminów. I tak od wieków słowo „coach” pozostaje wieloznaczne, wielowymiarowe bowiem oznacza trenera, korepetytora, ale też powóz i autobus dalekobieżny. Na pierwszy rzut oka, znaczenia te wydają się być odległe. Jednak nie do końca tak jest. Dzisiaj coach to ktoś, kto pomaga przygotować się do życiowych egzaminów oraz „przemieścić się” z jednego punktu życia do drugiego – tego, w którym chcemy być. I tu myślę, odpowiedziałam dotykając sedna. Choć w dużym skrócie.

Ta historyczna podróż jest bardzo ciekawa. Wcześniej spotkałam się jedynie  z upatrywaniem genezy terminu w poradniku współczesnego nam, Timothy’ego Gallweya. To nie od niego wywodzi się obecny coaching?

Powszechnie uważa się, że coaching – w dzisiejszym znaczeniu – narodził się latach siedemdziesiątych XX w., w środowisku sportowym. Timothy Gallwey, pedagog z Harvardu i ekspert w dziedzinie tenisa, w 1974 roku wydał książkę „Tenis. Wewnętrzna gra”. Zawarte w niej tezy zrewolucjonizowały sposób efektywnego trenowania sportowców. Obserwując tenisistów, Gallwey zauważył, że tak naprawdę o wiele groźniejszy niż przeciwnik po drugiej stronie siatki, jest ten znajdujący się w głowie gracza. Trzeba zatem go pokonać, by w pełni zwyciężyć. Rolą instruktorów powinno być więc pomaganie sportowcom w wyzbyciu się wewnętrznych przeszkód. Trenerzy nie mieli już wytykać błędów i mówić, jak ich uniknąć – tylko zadawać pytania, dzięki którym zawodnicy sami je odkryją. Sami też nauczą się je eliminować. Ten trening okazał się niezwykle skuteczny i szybko przeniknął do innych dziedzin sportu – a stamtąd do biznesu. Okazało się, że metoda Gallweya, rozwinięta potem przez niego i Johna Whitmore’a – opierająca się na świadomości i odpowiedzialności za to, co i jak robimy - jest niezwykle uniwersalna i można ją zastosować również do przezwyciężania problemów w firmach i organizacjach. Stamtąd był już tylko krok, by sprawdziła się również w indywidualnej pracy - w budowaniu satysfakcjonującego życia zawodowego i osobistego.

 

Budowa satysfakcjonującej życiowej ścieżki wiąże się więc ze skorzystaniem z tych metod, a objaśnić je może coach? Jak więc znaleźć tego odpowiedniego dla siebie?  

Jak to mówią – każdemu według potrzeb. Natomiast, nawet jeżeli nie trafisz do właściwego coacha, ten pokieruje Cię do odpowiedniego. Coachowie kształcą się w różnych szkołach, jednak wszędzie oprócz niełatwej sztuki coachingu, uczy się etyki coacha, czyli poufności, zawierania kontraktu, zaufania.  Zanim podejmiesz decyzje, aby umówić się na bezpłatną sesję zerową, zastanów się, nad czym w pierwszej kolejności chcesz popracować. Najważniejsze, żeby się do niego wybrać, przełamać strach przed nieznanym i dowiedzieć się w końcu O CO CHODZI W TYM COACHINGU.

 

Jakie są rodzaje coachingu? Jakim obszarem Ty się zajmujesz?

Osoby zajmujące się coachingiem specjalizują się w różnych obszarach i to się stale rozwija. Mamy na przykład: life coaching, coaching rodzicielski, business coaching, executive coaching, personal coaching, czy career coaching. Pracuję w różnych obszarach. Kocham ludzi, więc lubię z nimi pracować na różnych płaszczyznach. Jednak najbliższa jest mi praca z młodzieżą i rodzicami. Jest to spore wyzwanie, bo pomyśl, który rodzić z łatwością przyznaje się do tego, że popełnia błędy w wychowaniu? Natomiast największym wyzwaniem jest sama młodzież, jakże dzisiaj pogubiona i szukająca autorytetów.

 

Masz w planach nowy projekt coachingowy – opowiedz o tym, proszę.

Bardzo chciałabym odczarować coaching, gdyż mam wrażenie że w ostatnim czasie jest go wokół bardzo dużo. Jakiś czas temu znalazłam w internecie mem, na którym jeden człowiek do drugiego mówi „boli mnie ząb”" i odpowiedź: „nie martw się – mam dobrego coacha”. Mimo że w pierwszej chwili mnie to rozbawiło, to jednak dało do myślenia i tak zrodził się w mojej głowie pomysł pod roboczym tytułem „antycoaching”. Mam w planach opracować warsztat, który jak wspomniałam „odczarowałby” coaching, pokazał ludziom, że nie do końca jest tak, jak się powszechnie uważa, jak widzimy coaching  w kolorowych magazynach i że jeśli boli nas ząb – idziemy do dentysty. Myślę , że wielu z nas zna,  zaryzykuję nazewnictwo, slogan „Nigdy się nie poddawaj” , co ni mniej ni więcej oznacza „Idź twardo do przodu, nawet pod wiatr, czasem będzie ciężko, ale jak będziesz chciał i się nie poddasz dojdziesz do celu”. Otóż w istocie jest to cytat Winstona Churchilla, który jednak brzmi „Nigdy się nie poddawaj, chyba, że to nie ma sensu”, jest różnica prawda? Bo kiedy robisz coś, dajesz z siebie wszystko, działasz na milion procent, a to, pomimo wielu prób i determinacji ciągle nie wychodzi – rzuć to, albo odłóż na jakiś czas. Szkoda czasu i energii. Zastanów się, czy chcesz być wiecznym wojownikiem, czy może zwykłym człowiekiem, któremu po prostu nie wyszło, więc zacznie coś innego. Od początku – z nową siłą i energią. Mogłabym mnożyć przykłady i długo mówić, skąd i w odpowiedzi na jakie potrzeby, tworzą się „slogany nie do końca wypowiedziane” i stąd pomysł na „antycoaching”.

 

Mam nadzieję, że będziemy jeszcze miały okazję do rozwinięcia tego tematu, brzmi interesująco. Dziękuję za rozmowę.

 

Więcej o pracy Oli na www.facebook.com/cstcoaching

O modnym i wszechobecnym coachingu
Kategoria: 

Komentarze

Czy jest na świecie taki kołcz(oprócz p.Nowaczyka :)), który by mógł wykołczowac Radę Gminy tak, by choc 1 z 21 na sesji myślał?