Połowicznie ale bardzo udana Męczennica

Czytelnikom, dostrzegającym sprzeczność w tytule niniejszej relacji, uprzejmie wyjaśniam, że zabieg ten jest jak najbardziej celowy. Ale jedźmy od początku.

Zacznijmy od tego, że była to nietypowa, dwudniowa Męczennica – z biesiadą i noclegiem w Ośrodku Szkoleniowo-Wypoczynkowym AWF Wrocław w Olejnicy (malutka wioska położona  między Przemętem a Kaszczorem). Ponadto mieliśmy w planach spływ kajakowy po wodach Jeziora Olejnickiego, dookoła  Wyspy Konwaliowej.

Ruszyliśmy w doskonałych nastrojach ze stałego miejsca zbiórki w Skórzewskim Parku, w 14. osobowym składzie; piętnasta uczestniczka dołączyła do Peletonu w Palędziu, a dalsze 4 osoby (w tym dwoje dzieci - miłośnicy kajaków i niekoniecznie rowerów) dojechały do Olejnicy samochodem. Odnotujmy jeszcze, że niżej podpisany wybrał się w tę długą podróż jadąc z żoną na tandemie.

Przez całą sobotę utrzymywała się wymarzona pogoda dla podróżowania rowerami. Dlatego w dobrym (aczkolwiek bez przesady!) tempie pokonywaliśmy wytyczoną trasę, zwiedzając po drodze między innymi zrujnowany pałac w Granówku i piękny, pocysterski kościół w Przemęcie. Na 53. kilometrze zafundowaliśmy sobie (chyba nadto obfity!) obiad w Wielichowie. Po takim obciążeniu naszych żołądków, przejazd przez 10 kilometrowy odcinek drogi gruntowej między Błockiem a Przemętem był prawdziwym wyzwaniem dla ciała i ducha. Nic dziwnego, że jedną z uczestniczek złapały skurcze mięśni nogi. Całe szczęście, że w peletonie byli wprawni masażyści – naciągnęli co trzeba i jak trzeba. I po kłopocie!

Na miejsce zajechaliśmy już około 17:00, jeszcze po drodze dokonując niezbędnych zakupów płynów, odpowiednich do szykującej się kolacji, przy ognisku w turystycznym wigwamie. Spędziliśmy  tutaj bardzo przyjemny wieczór, racząc się kiełbaskami i kaszankami, pieczonymi na ogromnym ruszcie, zawieszonym nad ogniskiem. O czym gadaliśmy? Oczywiście o naszych rowerowych przygodach!

Deszcz zaczął padać krótko przed północą. Mieliśmy zatem nadzieję, że do rana się wypada. Ale gdzie tam! – rano padało jeszcze bardziej! Do tego zrobiło się przenikliwie zimno. Na śniadanie biegliśmy, przeskakując ogromne kałuże.  Potem, kiedy już było wiadomo, że nie ma po co ani wypływać na jezioro, ani ruszać do domu, postanowiliśmy deszcz… po prostu przeczekać. Nie było to wcale łatwe! Szóstka najbardziej wyrywnych poddała się już około południa. Ubrali się ciepło, założyli porządne, przeciwdeszczowe kapoty i ruszyli w drogę powrotną tą samą trasą. W niedzielnych warunkach pogodowych, nie była to łatwa przeprawa. Niektórzy ze śmiałków dotarli do domu dopiero około 20:00.

Reszta, w miarę spokojnie, co kwadrans sprawdzając prognozy pogody, dotrwała do 13:30, kiedy niebo na tyle się przetarło, że bez strachu o grubsze padanie ruszyliśmy prostą drogą do Wolsztyna. Tutaj troje uczestników Męczennicy postanowiło wracać do domu pociągiem, a pozostała piątka ruszyła „w miasto”, zakotwiczając na dłużej (i wcale nieprzypadkowo!) w „Café de Paris”. Wybór tej kawiarni był nieprzypadkowy z dwóch powodów: podają tam znakomitą kawę, a ponadto troje z naszych kawoszy niebawem wybiera się na rowerową eskapadę właśnie do Paryża, a potem wzdłuż Loary.

Siedząc przy kawiarnianym stoliku zmieniliśmy plany, i zamiast ścieżką rowerową do Poznania (było na to już za późno), ruszyliśmy drogą na Nowy Tomyśl. Kiedy wjeżdżaliśmy na peron kolejowy, spikerka akurat zapowiadała przyjazd pociągu z Rzepina do Poznania. Skorzystaliśmy zatem z okazji przejechania się nowiutkim składem marki „Dart” - aż do stacji Poznań-Junikowo.

A potem to już była prawdziwa „bułka z masłem”.

W sumie przez te dwa dni przejechaliśmy na trasie Skórzewo - Olejnica – Skórzewo 138 km, w  znakomitym towarzystwie, bezpiecznie i w dobrym tempie. Dlatego, mimo że nie udała się część kajakowa XII Męczennicy Rowerowej, całość należy uznać za bardzo udaną.

IR

Połowicznie ale bardzo udana Męczennica
Kategoria: