List do nauczycieli

Kochani nauczyciele, to w znacznej mierze od Was zależy, czy rozwinie się u mojego dziecka pasja przyrodnicza, rozkwitną talenty muzyczne czy znienawidzi matematykę na wieki. To w szkole moje dziecko spędza znaczną część dnia, kiedy ja jestem w pracy. To Wy jako pierwsi możecie dostrzec i zareagować na problemy, z jakimi młody człowiek się zmaga. Dlatego pisze do Was list.

Ponieważ jesteście tymi, którzy w pewien sposób wykreują zainteresowania, charakter i przyszłość mojego dziecka mam do Was kilka próśb oraz uwag.

Bądźcie zawsze idealistami. Bądźcie idealni w swych postawach, czystych myślach, intencjach itd. Bądźcie lepsi od innych, mądrzejsi, wytrwalsi… Walczcie o swoje ideały, nie dajcie się zastraszyć, zadeptać, złamać. Trzymajcie wysoko podniesione głowy, niczym antyczni bohaterowie lub pozytywistyczne siłaczki nieście kaganek oświaty wbrew czasom, zawieruchom, złym spojrzeniom i oszczerstwom.

A teraz wróćmy na ziemię…
Moim zdaniem macie, drodzy nauczyciele, niezwykle ciężką robotę. Wiem, że sami sobie ją wybraliście, zapewne nawet nikt Was nie zmuszał do tego, ale w ciemno obstawiam fortunę, że w czasach studiów nikt Was nie uświadamiał jak ciężki to kawałek chleba.

Chyba nikt Wam nie powiedział, że dzisiejsza szkoła to nie gromadka aniołków grzecznie siedzących w ławeczkach, lecz banda rozpieszczonych i rozkrzyczanych dzieciaków, w przepełnionych klasach. A do tego armia zapracowanych, zapatrzonych w swoją latorośl, dbających o swój czubek nosa i wiedzących wszystko najlepiej rodziców. Rodziców, którzy się cieszą, że ktoś inny zajmuje się dziećmi, gdy oni „muszą” pracować.

Wszyscy wokół mają gigantyczne wymagania w stosunku do Was, oceniają na lewo i prawo, wywierają presję, a warunki i płaca, no cóż… nieadekwatne do nakładów i zaangażowania.

***
Poniżej opis współczesnego rodzica i jego podejścia do szkoły, do nauczycieli. Może nieco przerysowany. Nieco wkurzający. Mogłabym napisać, że to nie ja, ale jak spojrzeć w tył, to pewnie też trochę się tak zachowywałam. Przytoczone i opisane przeze mnie zachowania są zbiorem doświadczeń zauważonych i usłyszanych – z życia, z korytarza szkolnego, nie z internetu czy telewizji.

Mały geniusz
Nic w tym dziwnego, że w naszych – rodziców - oczach nasz mały, cudowny, wspaniały dzieciaczek to niemalże geniusz jest! Jest najwspanialszy, najpiękniejszy, najmądrzejszy… On nie bije innych, nie obraża, jest grzeczny, zasługuje na wszystko co najlepsze. To inni go nie rozumieją, inni zaczęli bójkę, inni są stronniczy, za bardzo wymagający, niesprawiedliwi, nie znają się. Powiedzmy szczerze, w końcu to nasze dziecko i to my wiemy lepiej, czego ono potrzebuje i naprawdę jest najmądrzejsze na świecie.

Ideał nauczyciela
My jako rodzice mamy przeogromne oczekiwania.
- Nauczyciel powinien być bardzo dobrze wykształcony, mieć dwa fakultety, w tym jeden z psychologii, aby perfekcyjnie zrozumieć naszego geniusza.
- Powinien ładnie wyglądać – jak brzydko się nosi, to znaczy, że jest coś z nim nie tak, a my przecież nie chcemy kogoś takiego. Nasze dziecko może uczyć tylko KTOŚ.
- Powinien na każdą lekcję być perfekcyjnie przygotowany, prowadzić ciekawe zajęcia, inspirujące, pasjonujące, dostosowane do każdego dziecka (z 24 osobowej klasy) indywidualnie. Po każdej lekcji dziecko powinno ze zrozumieniem i zachwytem samo rozwiązywać zadania i błyskotliwie tryskać wiedzą. Powinien przynosić pomoce naukowe, kserówki (kiedy je przygotuje, gdzie i za czyje pieniądze wydrukuje, to już nie nasz problem). Mają być i już. Może siedzieć po nocach, a mnie to obchodzi. Lekcja ma być ciekawa.
- Powinien umieć swoim autorytetem (a może czarami, nie ważne) prowadzić lekcje w ciszy i spokoju. Dzieci powinny go jak zaczarowane słuchać i odzywać się tylko pytane. Gdy nie umie zapanować nad grupą – zły nauczyciel, nie nadaje się, wywalić.
- Powinien umieć dotrzeć indywidualnie do każdego ucznia (ze 100, których uczy), znać go, wychowywać, uczyć dobrych zachowań. Po tygodniu ancymonek powinien być już aniołem. Gdy tak się nie dzieje – jego wina. Zwolnić.
- Powinien być cierpliwy i wytrwały. Gdy jakiś rodzić wykłóca się o każdą ocenę (jakby to jego ocena była), o każdy minus, o każdą uwagę swojego dziecka, taki nauczyciel powinien niczym Janusz Korczak nastawiać drugi policzek, z godnością się ukłonić. Ze stoickim spokojem musi tłumaczyć, w końcu powinien ulec, wszak współczesny rodzic nie odpuści, więc może lepiej mieć święty spokój, a nie narażać się kolejny raz na naciski, insynuacje, presję i obrażanie. W żadnym razie nie należy dać się ponieść. Broń Was Boże przed mówieniem, że dziecko nie zasłużyło, zawaliło, nie nauczyło się…
- Musi (nie powinien) odpowiadać na nasze wiadomości od razu. Nie ważne, że piszemy je o godz. 22.00.
- No i nie powinien narzekać. W końcu sam wybrał ten zawód. Nie podoba mu się to niech go zmieni.  

***
Pamiętacie powiedzenie (przekleństwo) „Obyś cudze dzieci uczył”? Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach jest ono niezwykle aktualne. Kilka razy porwałam się na to, aby zajmować się dzieciakami. Przez 5 lat otwierałyśmy z Agnieszką Grześkowiak świetlicę w Palędziu dla dzieciaków, które nie wyjechały nigdzie podczas ferii zimowych. Na dwa tygodnie całkowicie za darmo (czasem nawet za dziękuję) opiekowałyśmy się cudzymi dziećmi. Na szczęście pomagali nam inni dobrzy ludzie. To jednak nauczyło mnie jednego – praca z dziećmi (i rodzicami) to bardzo ciężka praca. Hałas jaki potrafią wytworzyć dzieciaki jest niewyobrażalny dla zwykłego śmiertelnika. Dziś wiem, że to nie jest robota dla mnie i raczej więcej się tego nie podejmę.

Apropos strajku
Dziwię się, że strajk nauczycieli zaistniał dopiero teraz, tak późno. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na trudną sytuację. Nauczyciele, szkoda, że tak długo czekaliście. A z drugiej strony rozumiem, że miarka się przebrała teraz.

Wspieram postulaty podwyżki płac. Każdy ma prawo zarabiać godnie. Zwłaszcza osoby, które pełnią tak ważną rolę jak wychowywanie i nauczanie ludzi. Tak, wydaje mi się, że nauczyciele (oprócz kolegów) wychowują nasze dzieci – czasem zamiast nas. Powiedzmy szczerze - dziecko w szkole spędza więcej czasu niż z nami w domu. Kiedy rodzic po 8 godzinach w pracy wraca do domu, po drodze jeszcze zakupy, zajęcia dodatkowe, ogarnie chałupę, to może pogada ze swoim dzieckiem kwadrans w drodze na basen albo przy kolacji. Ci rodzice, którzy z dzieckiem aktywnie spędzają pół dnia po szkole to naprawdę wyjątki.

Co do zmiany programów nauczania i systemu było by pięknie, gdyby się udało. Gdyby wszelkie władze podjęły próbę uwspółcześnienia polskiej edukacji. Podeprę się tu kilkoma postulatami realnej reformy systemu edukacji, które do mnie jako do rodzica myślącego i nadążającego za współczesnym światem przemawiają:

- odchudzenie podstawy programowej;
- uwspółcześnienie programu nauczania;
- zmniejszyć ilość dzieci w klasach;
- uczenie projektami;
- nauczenie myślenia i rozwiązywania zadań, a nie kucia na pamięć;
- doprowadzenie do zakończenia konieczności brania korepetycji;
- system, który premiuje najlepszych, najbardziej zaangażowanych nauczycieli;
- zdjęcie obciążenia finasowania szkół z samorządu;

***
Wierzę, że tegoroczny strajk nauczycieli nie pójdzie na marne. Mam nadzieję, że rozpocznie on i doprowadzi do realnej reformy szkolnictwa, a zmiany będą naprawdę na lepsze. Zmiany jakie nastąpiły w ostatnich latach w szkolnictwie oceniam źle. Oceniam je z punktu widzenia matki, a także bacznego obserwatora naszej społeczności i realiów. Mocno trzymam kciuki za nauczycieli, którzy przy okazji zostali oczernieni i opluci. Szkoda, że władze zamiast rozmawiać i próbować Wam pomóc, wybrały wariant siłowy i umniejsza się Wasze zasługi i rolę.

Z poważaniem
Agnieszka Wilczyńska
25.04.2019r

Strajk nauczycieli 2019
Kategoria: