Z Dąbrówki na szczyt świata

Jolę Siedlecką poznałam siedem lat temu, kiedy mieszkała w Dąbrówce i wspólnie zakładałyśmy w Skórzewie Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych Integratornia. Od tego czasu sporo się zmieniło, ja prowadzę gazetę, Jola zdobywa szczyty świata – dosłownie! Stowarzyszenia już nie ma, nasze drogi się rozeszły, ale kontakt pozostał. Ostatnio Jola zdobyła najwyższy szczyt Andów i Ameryki Południowej – Aconcagua w Argentynie. Pomyślałam, że to dobra okazja, aby nam opowiedziała o tym, dokąd pojechała z Dąbrówki, jak rozwija swoje pasje i jak się spełnia marzenia

Agnieszka Wilczyńska: Ostatnio widziałyśmy się, kiedy mieszkałeś w Dąbrówce. Dokąd się wyprowadziła świat i dlaczego?
Jola Siedlecka:
To prawda, minęło wiele lat od naszego ostatniego spotkania! Długo zbierałam się z myślami o opuszczeniu Dąbrówki. Lubiłam życie w tym naszym miasteczku, ale decyzja pewnego dnia zapadła. Pierwotnym planem była roczna podróż dookoła świata, ale jak wiadomo, życie pisze swój scenariusz. Niedługo po wyjeździe otrzymałam propozycję pracy w Holandii i tak to się stało, że od półtora roku jestem mieszkanką holenderskiej Bredy.

Nie wiedziałam, że interesujesz się podróżami. Jak to się zaczęło?
To rodzice wszczepili mi podróżniczego bakcyla. Pochodzę z północy Polski. W dzieciństwie każde wakacje spędzaliśmy a to na Mazurach, a to na Kaszubach, czasem ruszając ciut dalej np. na Podlasie. Kiedy przeprowadziłam się na studia do Poznania, pokochałam polskie góry. Kiedy zaczęłam pracować, coraz częściej ciągnęło mnie w kierunku Skandynawii i to ten region Europy stał się kierunkiem moich pierwszych wakacyjnych zagranicznych wojaży.

Dokąd wybrałaś się w pierwszą podróż? Dlaczego tam?
W pierwszą „poważną” podróż wyruszyłam w 2013 roku do Rosji. Z Moskwy, Koleją Transsyberyjską, zatrzymując się na kilka dni nad Bajkałem, dotarłam do Władywostoku (9289 km), a stamtąd dalej, do Chin. Na wschód ciągnęło mnie od kiedy pamiętam. Wciąż dzika przyroda, malownicze wioseczki za Uralem, no i  przejażdżka słynnym Transsibem. Podróżowałam wagonem Platzkarta (przez tydzień dzieliłam przestrzeń z 47 współpasażerami).

Jakie uczucia były na początku podróżowania, jakie są teraz?
Moja pierwsza podróż do Rosji zmieniła dużo, głównie we mnie. Do tego wyjazdu przygotowywałam się bardzo długo. Przed wyprawą było we mnie dużo ekscytacji, ale i strachu, czy sobie poradzę. Jak tylko wrzuciłam plecak na plecy, zakluczyłam drzwi mieszkania, dałam się ponieść temu co na mnie czekało. Ta podróż otworzyła mi oczy na różnorodność, pozwoliła zdystansować się do otaczającego mnie na co dzień świata. No i było to spełnienie mojego wielkiego marzenia! Kiedy okazało, się że byłam w stanie je zrealizować, zaczęłam marzyć odważniej i nabrałam jeszcze większej ochoty na poznawanie nieznanego, odmiennego.

Dokąd były kolejne wyprawy?
Kolejna była rosyjska Kamczatka, później Peru, Boliwia, Chile, Spitsbergen, Nepal. Patrząc z perspektywy 5600m n.p.m. na nepalskie 8 – tysięczniki zamarzyło mi się iść jeszcze wyżej i tak o to realizując kolejne marzenie, w tym roku stanęłam na najwyższym szczycie obu Ameryk, Aconcagule (6962m n.p.m.).

W jaki sposób wybierasz kierunek wyprawy?
Ważne jest dla mnie, aby po miesiącach ciężkiej pracy się porządnie psychicznie „zresetować”. Dla mnie najlepszą na to formą jest kontakt z naturą, stąd najczęściej wybieram miejsca dość odludne, względnie „niezadeptane”. Ale nie jest to regułą. W Peru większość czasu przebywałam z lokalną ludnością poznając ich kulturę, smakując pysznej peruwiańskiej kuchni, zwiedzając miejsca związane z cywilizacją Inków. Dopiero na koniec pobytu w Peru wybrałam się na kilkudniowy trekking po Andach. 

Dokąd chcesz jechać w przyszłości? Kierunek marzeń?
Heh, planów podróżniczych w głowie mam pełno, i o ironio, z każdą wyprawą lista się wydłuża! Właśnie jestem w trakcie planowania wakacyjnego wyjazdu na Alaskę. Wybieram się tam z grupą moich przyjaciół z Poznania. Będzie to prawdopodobnie podróż mniej ekstremalna od tych z ostatnich lat. Będzie też szansą na poznanie trochę tego rejonu świata. Za rok chciałabym wrócić na Alaskę, już z konkretnym planem wejścia na wierzchołek Denali.

Czy podróżowanie bez biura podróży jest trudne, niebezpieczne i drogie?
Przyznam szczerze, że nie mam odniesienia, bo nigdy nie podróżowałam z biurem. Z mojej perspektywy nie jest trudne, a na pewno znacznie tańsze. Co do niebezpieczeństw to często jest ich wiele i zawsze trzeba rozeznać się co nam może zagrażać w miejscu, do którego chcemy się udać, niezależnie czy podróż organizujemy sami, czy zamierzamy skorzystać z wyjazdu zorganizowanego. Zawsze przed wyjazdem, na stronie MSZ, sprawdzam czy na danym terenie nie występują konflikty mogące mieć wpływ na moje bezpieczeństwo. Wiele zagrożeń stawia też przed nami natura: choroby przenoszone przez owady (np. malaria), dzikie zwierzęta (np. niedźwiedzie polarne na Spisbergenie), zjawiska pogodowe i oceaniczne (np. El Niño kiedy jechałam do Peru).

Czy podróżujesz sama?
Rzadko mi się to zdarza. Mam grono sprawdzonych podróżniczych przyjaciół i to zazwyczaj z nimi dzielę radości, trudy i wyjazdowe przygody. 

Jak planujesz każdą podróż? Jak długo się przygotowujesz do wyjazdu?
To zależy od rodzaju wyjazdu i czy organizację biorę w całości na siebie, czy np. dzielimy się z kompanami przygotowaniami. Do większych wypraw przygotowania trwają kilka miesięcy, również te kondycyjne.

Czy podróżowanie bez biura podróży jest dla każdego? O czym trzeba pamiętać? Jakie kierunki polecasz dla początkujących?
Myślę, że jeśli ktoś czuje się na siłach zorganizować sobie wyjazd samodzielnie, to warto spróbować. Znam pary podróżujące „na własną rękę” z małymi dziećmi, ale również w gronie znajomych mam osoby, które nie wyobrażają sobie jechać gdziekolwiek bez biura podróży. Na pewno najważniejsze jest dobre przygotowanie o czym wspominałam wyżej, warto też pamiętać o ubezpieczeniu. Na pierwsze samodzielne wojaże osobom bez doświadczenia polecałabym Europę, a później, jeśli poczują, że to dla nich, to gdzie ich marzenia poniosą!

Jak godzisz życie zawodowe z podróżami?
Przyznam, że to największa bolączka. W ostatnich latach moje podróże trwają minimum 3-4 tygodnie. Pracuję na pełen etat, także zdarza mi się posiłkować urlopem bezpłatnym. A i zamknięcie wszystkich spraw służbowych przed wyjazdem kosztuje mnie sporo energii.

Co jeśli nie podróże?
Dziś już nie wyobrażam już sobie życia bez podróży! Jednak i na co dzień nie brakuje mi wyzwań. Realizuję swoje marzenia i pasje robię grafiki, zdjęcia, angażuję się w działalność Szczepu Harcerskiego im 1. Dywizji Pancernej gen. St. Maczka w Bredzie. Fajnie patrzyć jak dzieciaki poprzez zabawę chłoną wiedzę. Czasem opowiadam im też o moich podróżach. Może dzięki temu, któreś z nich zapragnie któregoś dnia wyruszyć w świat.

Bardzo Ci dziękuję i do zobaczenia!

Z Dąbrówki na szczyt świata Jola Siedlecka (fb.com)