X Męczennica Rowerowa – wietrzna relacja

„Uwaga! Dziś (9.03) wieczorem i w nocy bardzo silny wiatr. Unikaj otwartych przestrzeni. Zabezpiecz rzeczy, które może porwać wiatr. Zostań w domu jeśli możesz. Podpisano: Rządowe Centrum Bezpieczeństwa.”

Taki komunikat otrzymałem (po raz pierwszy w życiu!) w sobotę o godzinie 21:46. Natychmiast pobiegłem do piwnicy i przymocowałem rower do kaloryfera. Nie wiem po co, ale był to odruch – najwyraźniej uznałem, że kaloryfer trudniej niż rower unosi się z wiatrem.

Najgorsze w tym było to, że minutę później taki sam komunikat otrzymała moja żona. No i uczepiła się tego jednego: „ZOSTAŃ W DOMU JEŚLI MOŻESZ?” No pewnie, że mogę, ale czy… mógłbym?! Przecież wszystko już przygotowane na Męczennicę Rowerową: rower wyczyszczony, nawigacja włączona, koła dopompowane, termos przygotowany, banan dojrzewa, kolarskie ciuchy ułożone w kosteczkę. I najważniejsze! Nie mogę zawieść moich koleżanek i kolegów cyklistów, z których pewnie jeden z drugim pojawi się na starcie! No przecież!

- Zobaczysz, że nikt nie przyjedzie. Mało kto jest tak postrzelony jak ty!  – takie było ostatnie słowa mojej żony przed zaśnięciem.

Tymczasem rankiem w niedzielę (podobno w nocy była rzeczywiście nawałnica!) słoneczko wstało całkiem rześkie, a nieśmiałe chmurki nie miały wręcz ochoty zaciągać nieba. Pewnie dlatego aż (słuchajcie! słuchajcie!) 20. dzielnych cyklistów uświetniło mały jubileusz X Męczennicy Rowerowej, w tym – co jest godne najwyższego uznania - aż 5 miłych cyklistek! Najdzielniejsi z dzielnych przyjechali aż z Pobiedzisk.

Pojechaliśmy do Buku z góry upatrzoną trasą – przez Lusowo, Ceradz Kościelny i Brzozę. Na napotykane porywy wiatru stosowaliśmy jedyną skuteczną i poniekąd wojskową taktykę: krótkimi skokami do przodu! W ten sposób w sam raz w porze obiadowej trafiliśmy do pizzerii „Mateo” w Buku. Tutaj nasz peleton podzielił się na „niedojedzonych” i „niedojechanych”. Ci drudzy ruszyli dalej sobie tylko znaną drogą, z pewnością bijąc kolejne rekordy. Pozostała 11. spędziła na całkiem niezłej konsumpcji trzy kwadranse. 

Nie przeciągaliśmy zbytnio biesiady, ponieważ okno pogodowe mieliśmy zapewnione do godziny 15:00, a nie chcieliśmy sprawdzać rzetelności prognozy synoptyków na własnej skórze. W drodze powrotnej, tym razem z wiatrem i bez zatrzymywania się, śmigaliśmy przez Otusz, Skrzynki, Dopiewo i już na kwadrans przed godziną 15:00 żegnaliśmy się w Skórzewie.

Zaliczyliśmy dokładnie 55,84 km, zmagając się z wiatrem przez 3 h, 15min, 41 sek, w tempie 17,1 km/h.

Ąszła Korniszą!

IR

X Męczennica Rowerowa – wietrzna relacja (fb.com)
Kategoria: