Prowincjonalne, czyli piękne

Kto z Państwa oglądał „Sztukę kochania”, z pewnością kojarzy postać pani doktor Michaliny Wisłockiej. Główna bohaterka pojechała na wczasy do Lubniewic, gdzie przeżyła wspaniały, namiętny romans, który stał się dla niej bodźcem do rozpoczęcia polskiej rewolucji seksualnej. W zeszłym roku w Lubniewicach miał miejsce II Festiwal Michaliny Wisłockiej, w ramach którego odbyły się warsztaty, pokaz wspomnianego filmu oraz spotkania ze znanymi osobami, między innymi: profesorem Jerzym Bralczykiem, profesorem Zbigniewem Izdebskim, różnymi specjalistami z zakresu ginekologii i urologii. Moje rodzinne miasteczko stało się stolicą polskiej seksuologii. Podobnie jak sąsiadujący z Lubniewicami Sulęcin raz do roku staje się stolicą cyklistów, a Kostrzyn nad Odrą ojczyzną Przystanku Woodstock - największej rockowej imprezy w Europie. Pozostając w temacie uroczych lubuskich miejscowości, warto wspomnieć także malowniczy Łagów i wyposażony w wielką sieć wojennych bunkrów Międzyrzecz.

Co łączy te wszystkie mniejsze lub większe miasteczka? Nie są ani Gorzowem Wielkopolskim, ani Zieloną Górą. Nie są stolicami województwa, za to odgrywają bardzo ważną rolę w kształtowaniu życia ziemi lubuskiej, wcale nie pozostając w cieniu dwóch największych miast. Choć uczciwie trzeba przyznać, że zarówno Zielonej Górze, jak i Gorzowowi bardzo daleko do potencjału i możliwości oferowanych przez Poznań, to warto pamiętać o jednym: miasteczka i wsie naszej gminy wcale nie są skazane na bycie wyłącznie sypialniami dla stolicy Wielkopolski. To, że w ostatnim czasie Dąbrówka i okolice przyciągnęły tak wielu zarówno inwestorów, jak i mieszkańców, świadczy o wielkim potencjale tego miejsca. Nie chodzi wyłącznie o biznes, bo i walory przyrodnicze wokół nas zachęcają i czekają na jeszcze większe zagospodarowanie (może w obszarze usług turystycznych?).

Zdaję sobie sprawę ze specyfiki podpoznańskich miejscowości. Przyznam też uczciwie, że jak dla mnie nie mają one tak dużo uroku jak lubuskie mieściny, które opisałem powyżej (wybaczcie, Wielkopolanie, to mój regionalny patriotyzm jeszcze daje o sobie znać). Ale w dalszym ciągu uważam, że mają tego uroku całkiem sporo, no i – tu trzeba podkreślić przewagę Wielkopolski – bardzo dobrze rozwija się tu przedsiębiorczość. Dlatego twierdzę, że rosnący wpływ otaczających Poznań gmin – gmin, które wyznaczać będą rytm życia Wielkopolski – zdaje się być dziejową konsekwencją, której po prostu trzeba pomóc. Tym bardziej, że mają już na starcie jeszcze jeden, bardzo ważny atut: tutaj migracje odbywały się i odbywają w normalnych warunkach. Do ziemi lubuskiej, podobnie jak innych rejonów należących do Ziem Odzyskanych, nasi przodkowie, mocno zdezorientowani w powojennej zawierusze, często trafiali praktycznie przymusowo. Wydawać by się mogło, że trudno będzie powojennym przesiedleńcom wypielęgnować nowe, polskie życie, a jednak! Skoro lubuskie prowincje stały się liderem regionalnego peletonu, to tym bardziej wielkopolskie gminy wkrótce wyjdą z cienia poznańskiej metropolii, bo mają ku temu potencjał. Wspierajmy i trzymajmy kciuki!

Paweł Jankowski

Paweł Jankowski - Prowincjonalne, czyli piękne
Kategoria: